Strona główna Biznes Wspólny biznes matki i córki: Manufaktura Żywicy spod Ślęży
Manufaktura Żywicy spod Ślęży

Wspólny biznes matki i córki: Manufaktura Żywicy spod Ślęży

przez Renata Zielezińska

Czy wspólny biznes matki i córki ma szansę na sukces? Jak rozpocząć swoją przygodę z biznesem rękodzielniczym? Dowiedz się, jak powstają dekoracje i upominki zatopione w żywicy. Odkryj niesamowitą historię biznesu Manufaktury Żywicy spod Ślęży.

 

 

Historia powstania Manufaktury Żywicy spod Ślęży

Nieco ponad rok temu w lasach należących do Ślężańskiego Parku Krajobrazowego, dwie kobiety mieszkające u stóp Ślęży postanowiły zacząć swoją przygodę z żywicą epoksydową. Asia i Daria postanowiły rozpocząć wspólny biznes mamy i córki. I tak historia firmy rękodzielniczej stworzonej przez mamę i córkę zrodziła się latem 2021 roku. Wspólny spacer, podczas którego obie panie nie mogły nasycić się pięknem otaczającej przyrody, zaowocował pragnieniem, które zaczynało kiełkować. Obie chciały zachować, choć część zebranych podczas przechadzek roślin i kwiatów. Rozpoczęły zatem proces ich suszenia…. i zamówiły pierwszy litr żywicy.

 

Rękodzieło z żywicy spod Ślęży

Wykorzystały kilkanaście litrów żywicy. Zdobyły mnóstwo wiedzy i ogromne doświadczenie. Dziś już jako Manufaktura Żywicy spod Ślęży tworzą z pasją i przyjemnością biżuterię, dekoracje do domu oraz ozdoby okolicznościowe. Zatapiają w żywicy rośliny, ziarna kawy, stare monety, pierwsze mleczaki, sierść pupili, a nawet pszczoły. W ich portfolio znajdziemy także kolorowe podkładki pod napoje czy doniczki. Najbliższe ich sercu są prace, których bohaterem jest Miś Ślężański — jeden z najpopularniejszych symboli Góry Ślęży. Każde z ręcznie wykonanych dzieł w Manufakturze Żywicy spod Ślęży jest unikatowe i wyjątkowe. Każdy projekt jest wyzwaniem i tworzony jest z przyjemnością.

 

Chciały obdarować przyjaciół a powstał wyjątkowy biznes

-"Początkowo zamysł był taki, aby móc podarować nasze prace przyjaciołom i znajomym, jako prezenty na przeróżne okazje. Z czasem zaczęli się z nami kontaktować ich znajomi i pytać, czy dla nich wykonamy podobne prace. Tak podjęłyśmy decyzję o rozpoczęciu sprzedaży i założeniu profili na Facebook’u oraz Instagramie" – mówi Daria z Manufaktury Żywicy spod Ślęży.

Aktualnie współpracują z wieloma niesamowitymi miejscami w całej Polsce: kwiaciarniami, herbaciarniami czy sklepami z produktami lokalnymi. – "Nasze produkty zdobią również gablotkę w Muzeum Ślężańskim i musimy przyznać, że dało nam to ogromny wiatr w żagle i mnóstwo motywacji do działania" – podkreśla Asia z Manufaktury Żywicy spod Ślęzy.

– "Większość klientów i kontrahentów, z którymi współpracujemy to kobiety. Często wymieniamy się radami i doświadczeniami z innymi rękodzielniczkami. Bardzo lubimy tę kobiecą energię, która się tworzy w trakcie naszych rozmów" – dodaje.

Manufaktura Żywicy spod Ślęży

Trudności w prowadzeniu biznesu rękodzielniczego

– "Choć rękodzieło jest naszą pełno etatową pracą, wcale nie mamy poczucia, że jesteśmy w pracy. Dzięki Manufakturze poznałyśmy wielu wspaniałych ludzi, a mamie nawet udało się spotkać po latach dobrą znajomą z czasów młodości. Oczywiście zdarzają się nam momenty zmęczenia, zwątpienia, czy podenerwowania. Awaria portali społecznościowych, które są naszym głównym sposobem kontaktu z klientami, potrafi przełożyć się na spadek sprzedaży. Największy stres czujemy jednak kiedy to Klient zwraca się do nas z własnym pomysłem. Tak było w przypadku wspomnianej już wyżej pszczelej Królowej — Ambrozji, która była pierwszą mieszkanką ula pewnego pasjonata. Po jej śmierci zgłosił się do nas, abyśmy znalazły sposób, żeby mógł ją mieć zawsze przy sobie. Brelok do kluczy wydał nam się najbardziej odpowiednią formą" – wyznaje ze wzruszeniem Daria.

 

Strategia promocji biznesu rękodzielniczego

– "Ponieważ od początku naszym założeniem było tworzenie więzi z klientem, nie chciałyśmy automatyzować sprzedaży i bombardować zewsząd płatnymi reklamami. Informacja o naszych wyrobach rozchodziła się więc pocztą pantoflową. Naszą strategią jest marketing szeptany, a największą radość czujemy, kiedy klienci decydują się na ponowne zakupy lub piszą po otwarciu paczki, że żywiczny wyrób rękodzielniczy wygląda jeszcze lepiej na żywo, niż na zdjęciu" – podkreśla Asia.

– "Z miesiąca na miesiąc żywica staje się coraz bardziej popularnym materiałem dla rękodzielników, a co za tym idzie, rośnie ilość potencjalnej konkurencji na rynku. Obserwujemy zjawisko, kiedy osoby dopiero zaczynające przygodę z żywicą publikują na grupach Facebookowych prace łudząco podobne do naszych. Ale podobno plagiat jest najdoskonalszą formą pochlebstwa, a zdrowa konkurencja jest zdrowa" – opowiada dalej.

– "Wielu klientów pisało nawet, że po zobaczeniu naszych prac też postanowili spróbować swoich sił, zaopatrzyli się w żywicę. Obejrzeli kilka tutoriali na YouTube i… zdecydowali się jednak na zakup u nas. Żywica jest kapryśna. Musi mieć odpowiednią temperaturę, osobne, sterylne pomieszczenie i rękodzielnika z dużą dawką cierpliwości. Tworzenie dekoracji i biżuterii z zatopionymi roślinami to długotrwały i czasochłonny proces:

  • Pierwszym krokiem jest zebranie, zasuszenie i zaimpregnowanie odpowiednich roślin.
  • Drugi polega na stworzeniu z nich kompozycji. Następnie zostaje ona zalana pierwszą warstwą żywicy oraz usuwamy "bąbelki".
  • Dopiero gdy żywica utwardzi się na tyle, że rośliny przestaną wypływać na powierzchnię, można przejść do wylania drugiej warstwy. I tu zaczyna się najdłuższa część procesu, czyli 72-godzinne czekanie – tyle czasu potrzeba, żeby się utwardziła na dobre. Po tym czasie można przystąpić do finalnej obróbki wyrobu" – dopowiada Daria.

Manufaktura Żywicy spod Ślęży

Jaki jest czas stworzenia rękodzieła w Manufakturze Żywicy spod Ślęży?

– "Czas powstawania naszego rękodzieła z żywicy jest kilka, jeśli nie kilkadziesiąt razy dłuższy od czasu produkcji tzw. chińszczyzny. Na szczęście coraz więcej osób docenia rękodzieło i serce włożone w jego wykonanie, a także posiadanie wyjątkowej biżuterii czy ozdób domowych. Nasze prace zdobyły uznanie zarówno w Polsce, jak i za granicą. Nie oznacza to bynajmniej, że osiadłyśmy na laurach. Daje nam to motywację do tworzenia nowych wzorów. Kiedy brakuje nam rąk do pracy, prosimy o pomoc mojego męża i tatę Darii — wtedy to już prawdziwie rodzinna Manufaktura. A że właśnie zaczął się najbardziej pracowity w roku czas dla rękodzielników, to wszystkie ręce na pokład, które realizują mnóstwo pomysłów. Mamy nadzieję, że konsekwencja, z jaką działamy, pozwoli nam dotrzeć do kolejnych interesujących osób i że strategia, która obrałyśmy, okaże się słuszna" – kończy Asia.

Powiązane artykuły

Napisz komentarz